Majówka

Przed wielu laty całe rodziny wyruszały wiosną na wycieczki nazywane majówkami. Zabierano wiktuały, a jeśli w gronie uczestników była osoba grająca na jakimś instrumencie, czas upływał także na wspólnym śpiewaniu. Niestety, te czasy beztroski już minęły, chyba bezpowrotnie, a podobne zachowanie dzisiaj zostałoby uznane za skrajny prymityw.

Dzisiejsi turyści spędzają czas najczęściej w hipermarketach lub, zajadając się różnymi prażynkami itp. rodzaju smakołykami, wylegują się na leżakach na łonie natury. Co więcej, do miejsc wypoczynku docierają własnymi samochodami. I trudno się dziwić, że nasi rodacy zaczynają coraz bardziej przypominać opasłych Amerykanów - ludzi z wyraźną nadwagą.

Aby wyjść na przeciw potrzebom współczesnej turystyki (tak stwierdzono w oficjalnej wypowiedzi), przed kilku laty władze Sopotu wydały zgodę na wybudowanie w lesie knajpy z przeznaczeniem dla tamtejszych turystów. Podczas dyskusji na łamach lokalnej prasy, dotyczącej celowości i legalności tego przedsięwzięcia, przekazano informację, że w nowo wybudowanej "restauracji", położonej na przedłużeniu ul. Smolnej, będzie serwowana gorącą herbata dla zmarzniętych wycieczkowiczów. Prezydent miasta obiecał, że wyjaśni sprawę legalności owej budowy, czyli zgodności z przepisami ochrony przyrody Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego.

Oczywiście nie uwierzyłem w owe zapewnienia dyskutantów, zwolenników budowy knajpy - bo nie wierzę politykom. I nie pomyliłem się. Zainteresowanych odsyłam do artykułu pt. "Na Smolnej bawimy się", opublikowanego na łamach periodyka "Bocian" (Klub Przyrodników, Świebodzin). W owym artykule ręczyłem głową, że właściciel knajpy po jej wybudowaniu będzie przede wszystkim serwować piwo i inne napoje wyskokowe zamiast zapowiadanej herbaty. Ponoć są to niezbędne napitki "prawdziwego" turysty, bez których nie uda się żadna wędrówka.

Kiedy kilka lat temu penetrowałem okolice leśnego przedłużenia ul. Smolnej w Sopocie, zawsze napotykałem na tamtejszym stawku dzikie kaczki. Obecnie, po wybudowaniu omawianego obiektu turystycznego, kaczek nie ma. Za to północno-zachodni brzeg stawu został ogrodzony; ma to zapewne zabezpieczyć miłośników "herbatki" przed utonięciem. Widoczne są też ogromne piwne afisze. O herbacie ani słowa...

Zastanawiam się, skąd bierze się potrzeba tak agresywnej reklamy piwa, m.in. w programie polskiej telewizji. Nie ma wątpliwości, że szereg kolizji drogowych, często ze skutkiem śmiertelnym, jest także następstwem owej reklamy. Skoro tak zawzięcie propaguje się spożywanie piwa, to w świadomości niejednego obywatela rodzi się przekonanie, że można je bezkarnie pić, będąc nawet kierowcą pojazdu. No cóż, do wszystkiego należy dorosnąć - do spożywania piwa oraz odporności na bzdurne, nachalne reklamy także. Ostatnio sugeruje się telewidzom, że degustowanie tego napoju graniczy z patriotyzmem (patrz: Tyskie dla Europy).

Jako tradycyjny, możnaby rzec ortodoksyjny turysta-przyrodnik, dystansuję się od wspomnianej "turystyki piwnej", m.in. w wykonaniu sopockim. Pozostanę zwolennikiem tradycyjnych wycieczek-majówek, popularnych w II RP. Wystarczy kilka kanapek, woda mineralna, aparat fotograficzny oraz mapa. I para własnych nóg. Nie wspomnę o podziwianiu wspaniałej przyrody, którą widzę zawsze pojedynczo - nie podwójnie.

Z tradycyjnym turystycznym pozdrowieniem

(Borsuk)


Formularz kontaktowy


Great Seal of
Gdansk with mediewian ship

index do spisu treści