Od 1 lipca 2010 r. przestaje de facto istnieć Zarząd Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego w Gdańsku. W roku 1999 rozwiązano poprzedni Zarząd, obejmujący trzy Parki Krajobrazowe: Trójmiejski, Kaszubski i Wdzydzki. W jego miejsce powołano trzy odrębne autonomiczne zarządy. Argumentem był zbyt duży obszar do kontroli. Kolejnym posunięciem było odebranie w 2009 r. Zarządowi TPK możliwości prowadzenia ochrony przyrody - zostało to przejęte przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Gdańsku. Obecnie wszystkie parki krajobrazowe województwa pomorskiego zostały objęte wspólnym zarządzaniem; dyrekcja tego nowego tworu administracyjnego znajduje się w Słupsku. No cóż, nie pierwszy to eksperyment na ojczystej przyrodzie, która nie jest odpowiednio doceniana i chroniona. Najpierw łączymy, później dzielimy - w koło Macieju. W swoich zapiskach odnalazłem opracowanie sprzed kilku lat poruszające ten ważki temat. Oto i ono.
Jednym z negatywnych zjawisk towarzyszących przemianom polityczno-społeczno-gospodarczym w Polsce na przełomie XX i XXI wieku było "psucie" prawa ochrony przyrody, m.in. poprzez przekazanie szeregu kompetencji z tej dziedziny w ręce lokalnych samorządów. Decyzje podejmowane na tym szczeblu kolidowały najczęściej ze wspomnianym prawem, gdyż decydenci nie byli przygotowani merytorycznie do realizacji ochrony lokalnej przyrody. Zazwyczaj zwyciężała tzw. opcja komercyjna (biznesowa), np. zgoda na realizację szeregu inwestycji budowlanych, bez szczegółowych badań, jak te budowy i późniejsza eksploatacja powstałych obiektów wpłyną na stan środowiska naturalnego. W podejmowaniu tych antyprzyrodniczych decyzji ułatwiały decydentom liczne naciski przeróżnych grup lobbystycznych, żywo zainteresowanych jak najszybszą realizacją inwestycji. Prasa, śledząca owe zjawiska, wskazywała na szereg wątków korupcyjnych, towarzyszących wielu przedsięwzięciom inwestycyjnym.
Te negatywne zjawiska nie ominęły i Ziemi Gdańskiej, a w szczególności najbliższych okolic Gdańska i samego miasta. Klasycznym już przykładem była prywatyzacja w Dolinie Radości (i towarzysząca jej afera), która stała się swoistym festiwalem niekompetencji urzędników odpowiedzialnych za ochronę przyrody i krajobrazu tego obszaru, m.in. z ramienia Zarządu Parków Krajobrazowych (ówczesna dyrekcja) oraz wydziałów ochrony środowiska szczebla miejskiego i wojewódzkiego. Teren objęty prywatyzacją został zdegradowany - zniknęło stanowisko ściśle chronionego storczyka, listery jajowatej (Listera ovata), wycięto szereg starodrzewów (tym samym doprowadzono do eksterminacji gatunków epifitycznych znajdujących się pod ochroną prawną), zniszczono chronioną kalinę koralową (Viburnum opulus) itd. Niefachowo przeprowadzone prace hydrotechniczne spowodowały szereg negatywnych następstw, np. erozję sieci hydrologicznej Potoku Oliwskiego. Dotychczasowe koryto potoku, mającego charakter cieku podgórskiego, przekształcono w rów melioracyjny. Zniszczono naturalne bystrza, będące siedliskiem organizmów reofilnych, i minikaskady zwiększające natlenienie wody. Zanikły także miejsca gromadzenia się szczątków organicznych (detrytusu), zasiedlane przez szereg interesujących i cennych przyrodniczo organizmów wodnych. Podcięcie zbocza doliny u podstawy spowodowało powstanie osuwiska...
Kolejnym "zwycięstwem" inwestorów nad przyrodą stała się budowa Dworu Oliwskiego w Dolinie Szwabego. W miejscu dawnego dworku powstał kompleks hotelowo-gastronomiczny, który spowodował zniszczenie walorów historyczno-urbanistycznych dawnego założenia (taka jest opinia niezależnych architektów i historyków sztuki). W trakcie jego budowy zdegradowano unikatowy źródliskowy łęg olszowy, towarzyszący Potokowi Oliwskiemu. Zaniknęło też szereg dorodnych drzew w wyniku zakłóceń stosunków wodnych, m.in. uschły brzozy i świerki; jeden z nich był opatrzony tabliczką: "Pomnik przyrody prawem chroniony". Dewastacja łęgu spowodowała ustąpienie rosnącego tu rzadkiego, chronionego gatunku grzyba - czarki austriackiej (Sarcoscypha austriaca). Wymuszony, m.in. powstałą inwestycją, ruch drogowy zdziesiątkował populacje płazów, które w okresie wiosennym - w trakcie wędrówek godowych - giną masowo na drogach dojazdowych do dworku. Wzrost skażenia powietrza spalinami samochodowymi negatywnie wpłynął na świat grzybów lichenizujących, czyli porostów (Lichenes), z których większość nie toleruje "zatrutego" powietrza. Wieloletnie obserwacje tych organizmów (lichenoindykacja) prowadzą do wniosku, że w Starej Oliwie pogorszyły się warunki środowiskowe (zdrowotne), w następstwie m.in. wyraźnego wzrostu zanieczyszczenia powietrza. Nie jest to miła wiadomość dla turystów, którzy masowo odwiedzają Starą Oliwę, zwłaszcza jej tereny nie objęte zwartą zabudową.
Dla środowiska gdańskich przyrodników szokującą stała się wiadomość o planowanym gigantycznym ośrodku rekreacyjnym w głębi Doliny Oliwskiej (rejon Dolin: Radości, Powagi, Czystej Wody i Ewy). Sporządzony plan zagospodarowania przestrzennego (nota bene pełen sprzeczności) nie zawiera podstawowych danych: Jak realizowana inwestycja i jej późniejsza eksploatacja wpłyną na stan okolicznej przyrody ? Autorzy planu nie przeprowadzili żadnych badań terenowych (ekofizjograficznych) ani studiów literaturowych, w celu znalezienia odpowiedzi na to fundamentalne pytanie. Po prostu - uznano przyrodę za czynnik mało istotny. Tymczasem jest to podstawowy walor okolic Starej Oliwy. Badania wykazały, że w Potoku Oliwskim i jego dopływach, które zostaną poddane zabiegom hydrotechnicznym, bytują rzadkie organizmy wodne, np. unikatowy gatunek borealnej muchówki (Paratanytarsus natvigi) - jedno z dwóch polskich stanowisk (!), wypławek alpejski (Crenobia alpina) i in. W miejscu przyszłej ingerencji inwestora znajduje się stanowisko storczyków z rodzaju Dactylorhiza i Listera, np. stoplamek zaniedbany D. praetermissa (5 krajowych stanowisk) i listera jajowata (L. ovata). Miejsce to wskazano już dawno jako potencjalny użytek ekologiczny*.
Warto dodać, że owe zielone tereny Starej Oliwy pełnią nieoficjalną rolę strefy ochronnej (otuliny) Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Bowiem twórcy planu ochrony tego obiektu nie wyznaczyli tu otuliny na styku park-miasto. Stąd każda inwestycja w tym miejscu obniża skuteczność ochrony Parku przed antropopresją. Obniża także atrakcyjność turystyczną dla pieszych i rowerzystów ze względu na wzrost intensywności ruchu drogowego, skażenia i zapylenia powietrza oraz poziomu hałasu drogowego. Takie zjawiska niewątpliwie nastąpią po wybudowaniu dwóch parkingów na 445 miejsc postojowych, stanowiących infrastrukturę planowanego ośrodka rekreacyjnego.
Uchwalenie planu zagospodarowania części Starej Oliwy (rejon Doliny Radości) przez Radę Miasta w styczniu 2004 r. wskazuje, że decydenci nie do końca rozumieją doniosłą rolę gdańskiej przyrody i jej wpływ na lokalne społeczeństwo. Akceptując budowę ośrodka, przyzwalają na szereg działań negatywnie oddziałujących na zachowanie środowiska przyrodniczego okolic Starej Oliwy. Można stwierdzić krótko: po raz kolejny zwyciężyła opcja biznesowa, a głosy opinii publicznej, sugestie przyrodników, członków proekologicznych organizacji pozarządowych i turystów zostały odrzucone bez podania merytorycznych powodów **.
Przypomnę, że grupa gdańskich przyrodników od dawna postuluje, aby w rejonie Starej Oliwy powstała Zielona Szkoła i zaczątki muzeum przyrodniczego - obiekt kameralny, mało szkodzący okolicznemu środowisku. Niestety, ten dobry pomysł przegrywa ze wspomnianą opcją biznesową - uciążliwą dla świata przyrody i turystów, ale mającą poparcie wśród gdańskich decydentów.
Obecny stan przyrody w Dolinie Radości wskazuje, że zamiast lokować w jej otoczeniu kolejne inwestycje, należałoby przeprowadzić szereg prac renaturyzacyjnych, np. przywrócić dawny staw (obecnie jest osuszony) i reaktywować do poprzedniego stanu rozlewisko Potoku Oliwskiego. Oba te akweny są naturalnym miejscem rozrodu chronionych płazów. Warto podkreślić, że dewastacja Doliny Radości, zwłaszcza osuszenie wspomnianego stawu i obniżenie poziomu wody w rozlewisku, negatywnie wpłynęły na okoliczny mikroklimat. Widać to po zmniejszeniu się lokalnej populacji wielkiego unikatu - żebrowca górskiego (Pleurospermum austriacum), rośliny górskiej, mającej na niżu tylko kilkanaście stanowisk.
Jak dotąd, jedynym postulatem przyrodników, który został poważnie potraktowany, było objęcie ochroną prawną buka, żywiciela soplówki jeżowatej (Hericium erinaceum). Ten gatunek nadrzewnego grzyba ma w Polsce tylko 12 stanowisk (!!!). Czwarte jest w Gdańsku, w Dolinie Radości - czy to nie powód do swoistej dumy? Chyba jednak nie, bo ważniejszy jest, jak widać, szeroko rozumiany biznes - zaś przyroda... A kogo to obchodzi!
Naród, który nie szanuje własnej historii oraz nie dba o kulturową i przyrodniczą spuściznę, nie ma żadnych perspektyw pomyślnej przyszłości! Jeśli chcemy, by inne nacje Unii Europejskiej szanowały nas, Polaków, to musimy szanować przede wszystkim samych siebie i nasze wspólne dobro - ojczystą przyrodę.
Marcin S. Wilga- miłośnik natury
* Użytek ten w końcu został utworzony
** Na szczęście do tej pory inwestycja nie jest realizowana